Czy czołowa „ósemka” to wszystko na co stać Pogoń?

Czy czołowa „ósemka” to wszystko na co stać Pogoń?

Ekstraklasowy reprezentant Szczecina w aktualnych rozgrywkach zaliczał różne momenty. Jednak rzutem na taśmę udało się Portowcom dostać do czołowej ósemki ligi.

Rozbudzone apetyty
Niezła gra granatowo-bordowych w poprzednim sezonie sprawiła, że prowadzący wówczas Pogoń trener Dariusz Wdowczyk był przez miejscowych kibiców niemal noszony na rękach. Drużyna pod wodzą szkoleniowca, który w związku z aferą korupcyjną otrzymał od sterników Pogoni szansę na odbudowanie swojej pozycji i wizerunku w piłkarskim środowisku, nie tylko dobrze „punktowała” ale pokazywała football atrakcyjny dla oka, tworząc niemal za każdym razem wyjątkowo emocjonujące widowisko. Piłkarze Dariusza Wdowczyka mimo, lekkiej zadyszki w końcówce sezonu ostatecznie zajęli siódme miejsce, prawie do końca licząc się w grze o miejsce premiowane udziałem w europejskich pucharach, których w Szczecinie już dawno nie oglądano.

Trzech trenerów w jednym sezonie
Nie od dziś wiadomo, że w Polsce podejście zarządów klubów w stosunku do trenerów zamiast tego angielskiego – spokojna praca długofalowa – bardziej przypomina to włoskie. Opiera się ono w dużej mierze w myśl zasady: „jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. Oznacza to, że jeżeli trener zanotuje kilka gorszych rezultatów w krótkim okresie, zaraz zaczynają się spekulacje o jego zwolnieniu, które często potem okazują się prawdą. Taki właśnie los spotkał Wdowczyka. Pogoń zaliczyła falstart na początku obecnego sezonu i o dobrych wynikach trenera w poprzednich miesiącach już nikt z kierownictwa klubu nie pamiętał. W październiku nowym szkoleniowcem Pogoni został Słowak Jan Kocian, który wcześniej pokazał się z dobrej strony w Ruchu Chorzów. Pod wodzą zagranicznego trenera Pogoń niby zaczęła zbierać punkty, ale w szerszej perspektywie było to poniżej oczekiwań zarządu i kibiców, którzy z zadowoleniem przyjęli wiadomość o zwolnieniu Słowaka po porażce z Zawiszą w kwietniu. Misji wprowadzenia Pogoni, która znajdowała się „pod kreską” do grupy mistrzowskiej podjął się Czesław Michniewicz. Dobra końcówka rundy zasadniczej pozwoliła osiągnąć założony cel, a niezła forma piłkarzy pozwalała z optymizmem patrzeć na kolejne spotkania.

Za wysokie progi?
Do rywalizacji w drugiej fazie sezonu Pogoń przystąpiła z dorobkiem 41 punktów, tracąc do czwartego miejsca – które powinno gwarantować start w pucharach – 5 punktów. Biorąc pod uwagę, że do rozegrania było, aż siedem spotkań dystans do odrobienia. Jednak od początku zaczęło się źle. W 31 kolejce do miasta na Odrą przyjechała Lechia i… zgarnęła 3 punkty bijąc gospodarzy 1:3. 32 seria gier to porażka 0:2 w Zabrzu i marzenia o pucharach dość mocno zaczęły odjeżdżać. Sytuacji nie poprawił remis 1:1 wywalczony w Krakowie z Wisłą. Portowcy mają do rozegrania jeszcze cztery mecze, a aktualna strata do zajmującej czwarte miejsce Lechii wynosi 6 punktów. Biorąc pod uwagę formę piłkarzy oraz czekające ich starcia z Legią, Lechem, Jagiellonią i Śląskiem, ewentualny awans do pucharów należy rozpatrywać w kategorii cudu. Aktualne wyniki wszystkich spotkań Ekstraklasy można śledzić na www.totolotek.pl.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany.